Narracje 2014

Moje relacje z poprzednich dwóch edycji można zobaczyć TU(2012) i TU(2013).
W Tym roku Narracje miały miesce na Górnym Wrzeszczu. Trasa prowadziła od Nowej Synagogi, przy centrum handlowym Manhattan, do gmachu głónego Politechniki Gdańskiej. Przyszliśmy akurat na rozpoczęcie oficjalne, i wysłuchaliśmy co organizatorzy i kuratorzy mają do powiedzenia. Cóż, gdy zobaczyłam iż kuratelę objął Adam Witkowski, pomyślałam że będzie to niezłe widowisko AUDIO-WIZUALNE.  

Cóż, początek był całkiem niezły, film wyświetlany w Synagodze był rzeczywiście ‚wciągający’, do sukni ślubnej się niestety nie dopchaliśmy ze względu na oszałamiającą kolejkę, aczkolwiek po opisie i kilku fotkach które już się pojawiły, ośmielam się twierdzić iż była to dobra rzecz.

Tu kolejeczka na wąskich schodkach.
Było przytulnie 😉
 Pod Manhattanem miala być instalacja na wiekim ekranie led, niestety gdy podeszlismy, ekran był wyłączony.


Dalej była Waliszewska na ścianie była okej. Wyglądało to spoko, kamienica pasowała do klimatu, choć był to jedynie nieruchomy obraz, rzucony na ścianę.

Jak widać są i krzaczki, i klimatyczny, ozdobny „krzyż” na ścianie, wszystko fajnie.

Ok. Dalej, znowu Waliszewska, i kolejny nieruchomy obraz rzucony na ścianę. W dodatku było to dzieło złozone także z bardzo ciemnych elementów, z którymi rzutnik nie był wstanie sobie poradzić. W związku z czym część tej pracy stała się mało czytelna w miejskim mroku.

Na szczęście, z drugiej strony kamienicy, była wciągająca animacja. Bardzo mroczne obrazy wraz z nastrojowym dźwiękiem, przyprawiały o ciarki!

Fantazyjne kształty zmieniały się w nierównym rytnmie. Obraz niepokojąco przeskakiwał. To mi się podobało!

Poniżej była jeszcze jedna projekcja, więc było bogato.

Nieopodal była instalacja „droga do lasu”.  Mapka wskazywała ścieżkę, wiodącą do festiwalowego punktu odpoczynku, gdzie można było odsapnąć przed dalszą drogą, napić się kawki, czy coś schrupać.

Bardzo przyjazna ścieżynka, usłana lampkami, choć schodki trochę się rozpadały i trzeba było się trzymać poręczy.
Sympatyczne stoliczki, czekały na strudzonych zwiedzających.

Całość wyglądała niezwykle uroczo, jednak tłum ludzi, jaki się tam zgromadził, sprawił, że to miejsce sporo straciło na swoim klimacie. To pokazuje, że w tym roku wydarzenie cieszyło się niezwykle dużym zainteresowaniem!

Lubię zaułki i te stare kamienice, ktróre z obrazem rzuconym stanowią ciekawą, spójną formę. Czasami jednak prace są tak enigmatyczne, że ciężko odnaleźć jakiś związek z otoczającymi je obiektami.

Fajnie wykorzystany stary sklepik. Wypatroszony z całej swej zawartości, stanowił dobre miejsce do prezentacji sztuki.

 W środku „rozedrgana” instalacja.

Tu bardzo dobra praca! Niestety nie pamiętam kto zrobił, jednak pamiętam, że nazwą nawiązywała do mchu.

Między blokami uczta robactwa, jakże trafne!

Kolejna praca Waliszewskiej, kotek.
Kolejny zaułek na tyłach jakiegoś budynku. Jak się okazało później, był to Instytu Wysokich Napięć (lub coś takiego). W tym miejscu ulokowano kolejną ciekawą instalację. Wnioskuję to z opisu, ponieważ, ponownie nie udało nam się do niej dopchać. Niestety, ale nie jestem zwolennikiem przepychania się pomiędzy innymi ludźmi, by coś zobaczyć.

Tłum kłębi się przed wejściem, by zajrzeć do środka przez niewielkie drzwi. Naprawdę? Organizatorzy festiwalu, który z założenia odbywa się w otwartej przestrzeni miejskiej i cieszy się ogromnym zainteresowaniem ze strony mieszkańców, nie przygotowali się na taką sytuację?

Znowu WALISZEWSKA! WOW!
Moje ulubione uliczki wśród domków robotniczych, z dwiema instalacjami.
Pierwsza to film w obcym języku. Wydawało się, że był to jakiś przydługi dokument dotyczący roślin.

A druga to obraz WALISZEWSKIEJ! WOOOOOOW!

Ciekawą rzeczą były samochody. Ktoś rozstawił wzdłuż trasy kilka czarnych BMW. Początkowo wydawało nam się, że po prostu ktoś zostawił pojazd z zapalonym silnikiem, jednak później, gdy kolejne takie auto przykuło naszą uwagę, podeszliśmy bliżej. W środku dudnił bas, imitujący dźwięk pracującego silnika. Co to było? Nigdzie nie udało nam się znaleźć odpowiedzi na to pytanie, jednak… mamy pewne podejrzenia.
W darmowym informatorze festiwalowym, w którym opisano wszystkie instalacje oraz zaznaczono je na mapie, brakuje punktu 23. Po prostu zaznaczono punkty 22 oraz 24. Przypadek?

Dalsza część miała miejsce na PG, był koncert chóru, ale nie mieliśmy już sił by zostać. Obeszliśmy więc pozostałę instalaje.

Sówki na gmachu głównym PG.
W jakiejś wypasionej auli był wyświetlany film, o jakże wiele wyjaśniającym tytule „Zamknięcie pudełka”.

Kolejna aula, kolejny film tego samego autora co „pudełko”. Tu „Nadmuchiwanie kapusty”. Spektakularne dzieło.
Ludzie zachwyceni.

Klimacik wieczorny jest.
Nawet załapaliśmy się na słowo od przewodnika, który tłumaczył instalacje.
Ciekawe wyposażenie sali PG, w połączeniu z instalacją dzwiękową, dało dobry efekt, aczkolwiek, zaraz gdy weszliśmy, dźwięk ustał, więc tylko pooglądaliśmy wyposażenie sali.
W jakże klimatycznej, starodawnej auli była kozacka rzecz, wciągnęło mnie to. Dobre na ostrą imprezkę z narkotykami w tle.

Oprócz filmu, wyświetlanego na dużym ekranie, było też kilka drobnych elementów instalacji.

A po wyjściu z hipnozującego seansu, można było się posilić w foodtruckach. My, tym razem skorzystaliśmy z usług „Wielkiej buły” i zamówiliśmy WIEPRZA. O MÓJ BORZE, JEKIE TO BYŁO DOBRE! Absolutny strzał w dziesiątkę! POLECAM!

Podsumowując… Jestem wielkim fanem takich akcji, poprzednie edycje przyjęłam ciepło, każda miała jakieś lepsze i gorsze momenty, jednak ta, z bólem serca, stwierdzam iż była najsłabsza. Wyglądało to jak festiwal rzuconych na ścianę obrazów pani Waliszewskiej, a nie jak festiwal sztuk audiowizualnych, za który do tej pory miałam Narracje. Z perspektywy czasu, mogę rzec, iż rok 2012 był najlepszy, spośród tych trzech na których byłam. Tam najwięcej się działo, instalacje żyły, nie były martwymi obrazami zawieszonymi na ścianach.
Jednak na plus można zaliczyć oprawę graficzną całego wydarzenia oraz samą organizację. W tym roku było mnóstwo ludzi, więc i więcej wycieczek z przewodnikami. Darmowe informatory z mapkami festiwalu były świetnie zrobione, jednak w ciemnościach miasta trudno było coś z nich odczytać, jeśli w dłoni nie miało się chociaż telefonu z latarką.
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s